Okres staropolski

Pod rządami Pileckich okolice Łańcuta weszły w okres staropolski. Były częścią włości łańcuckiej, należącej do jednego z najbardziej wpływowych rodów w Polsce. Żona Ottona Pileckiego, Jadwiga, była matką chrzestną Władysława Jagiełły a ich córka, Elżbieta - primo voto Granowska - została jego trzecią żoną. Król ten często przebywał w Łańcucie – tu spotykał się z Witoldem przed bitwą grunwaldzką, a także w 1417 roku, przed ślubem, który odbył się w Sanoku. W łańcuckim zamku, nie tym dzisiejszym, ale starym zamku Pileckich, wzniesionym na Łysej Górze ( w miejscu dzisiejszej plebanii), w 1429 roku gościł też Zygmunt Luksemburski, późniejszy cesarz.

Pierwszym bliżej znanym posiadaczem łańcuckiej włości był wspomniany już wcześniej Otton z Pilczy herbu Topór. Po jego śmierci w 1382 roku dobra łańcuckie objęła jego jedyna córka, Elżbieta, późniejsza żona Jagiełły. W nieznanych bliżej okolicznościach prawa do okolic Łańcuta uzyskał Władysław, książę opolski. W 1450 roku zrzekł się jednak tych uprawnień na rzecz Jana Pileckiego, swego wuja. Umowa ta zawiera listę wsi należących do dóbr łańcuckich, wymienia m.in. Wolę Świętosławkową – dzisiejszą Wolę Dalszą. Po Janie posiadłości przeszły na jego syna – Stanisława, który w 1487 roku zamienił je z bratem Ottonem za Kańczugę. W latach późniejszych majątek kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk w rodzie. Ostatni z Pileckich, Krzysztof, wsławił się przejściem w 1549 roku na luteranizm i rozpowszechnianiem tej religii w swoich dobrach, m.in. w Łańcucie i Żołyni. Jego żona, Anna z Sienna zamieniła dobra łańcuckie ze Stanisławem Stadnickim. Transakcja ta była jednak tak zawiła, że w połączeniu z gwałtownym charakterem Stadnickiego, na wiele lat pogrążyła okolice Łańcuta w licznych konfliktach i wojnach. Stanisław Stadnicki ze Żmigrodu urodził się około 1551 roku. Był synem Stanisława Mateusza i Barbary ze Zborowskich. Swym burzliwym życiem w pełni zasłużył na przydomek " Diabła Łańcuckiego". W 1576 roku udał się z Batorym na wyprawę gdańską, w 1581 walczył pod Pskowem. W czasie tych wojen zasłynął z wielkiej odwagi i waleczności. Pod Pskowem kazał zsiąść z koni swoim 300 żołnierzom i na ich czele ruszył do szturmu, porywając za sobą inne oddziały. Walczył także z Turkami i Tatarami. Za swoje zasługi otrzymał od króla 1000 złotych rocznej dotacji. Liczył na większe nagrody, zawiedziony, w elekcji 1588 roku popierał arcyksięcia Maksymiliana Habsburga. Pokonany wraz ze stronnikami pod Byczyną przez Jana Zamoyskiego, ruszył na Węgry, przeciw Turkom. W 1592 roku wrócił i rozpoczął życie pełne prywatnych wojen, zajazdów, waśni z sąsiadami i zwykłych rabunków. Zginął pod Tarnawą w roku 1610.

Ożeniony z Anną Ziemecką, miał trzech synów: Władysława, Zygmunta i Stanisława. Wszyscy bardzo przypominali ojca. Zygmunt zginął w 1622 roku skazany za rozboje i gwałty, Władysław kontynuował ojcowskie wojny. Stanisław, jako małoletni pozostawał pod kuratelą m. in. Stanisława Lubomirskiego.

W 1626 roku, z racji kurateli sprawowanej nad najmłodszym z synów Diabła, prawa do połowy dóbr łańcuckich uzyskał Stanisław Lubomirski. Na mocy ugody podpisanej w Bieczu w 1629 roku stał się właścicielem całej majętności. Obejmowała ona Łańcut i wsie: Głuchów, Sonina, Krzemienia, Czarna, Kołki, Żołynia, Dąbrówki z Rudą i Wola Świętosławska. Do dóbr łańcuckich włączył także Białobrzegi z folwarkiem, uzyskane w 1621 roku po podziale majątku Ostrogskich. Był także właścicielem Przeworska i należących do niego wsi, w tym także drugiego folwarku białobrzeskiego. Świadczy to o fakcie szybkiego rozwoju wsi i przeniesienia osadnictwa także na prawy brzeg Wisłoka.

Dobra łańcuckie weszły w skład jednego z największych latyfundiów magnackich dawnej Rzeczypospolitej. Po "działalności" Stadnickich, były mocno zniszczone, jednak ich korzystne położenie - w centrum latyfundium, na dawnym szlaku handlowym ze wschodu na zachód, nad spławnym Wisłokiem – sprzyjały ich rozwojowi. Nowy właściciel był człowiekiem światłym, biegłym w sztukach wojennych, bohaterem walk przeciw Turcji. Był jednym z najbardziej wpływowych magnatów Rzeczypospolitej. Niemal natychmiast po objęciu miasta, rozpoczął budowę łańcuckiego zamku, który miał się stać, drugą po rodowym Wiśniczu, rezydencją Lubomirskich. Zreorganizował także swoje posiadłości, łącząc je w klucze, czyli zwarte kompleksy, ułatwiające gospodarowanie. Zmarł w roku 1649. Jeszcze przed śmiercią Stanisława, w 1642 roku ogromne latyfundium zostało podzielone. Dobra Łańcuta i pobliskiego Przeworska otrzymał Jerzy Sebastian. Był marszałkiem wielkim koronnym i hetmanem wielkim koronnym. Brał czynny udział w licznych w owym czasie wyprawach wojennych. Walczył przeciw Kozakom. Jego rządy w Łańcucie przypadały na burzliwe czasy wojen i niepokojów społecznych. Przyniosły też majątkowi liczne najazdy i zniszczenia. Jerzy Sebastian zmarł w 1667 roku. Majątek przeszedł na własność Franciszka Sebastiana a po jego śmierci w 1699 roku, kolejno władali nim Stanisław Herakliusz (do 1702), Franciszek (zmarł w1721 roku) i Teodor do 1745 roku. Syn Teodora, Kacper, przekazał swoje dobra kuzynom. Na mocy umowy zawartej 15 lipca 1745 roku Antoni otrzymał Przeworsk, Krzemienicę, Strażów i Boguchwałę, Stanisław zaś przejął dobra łańcuckie. Okres ten to czasy częstych zmian dziedziców Łańcuta i upadku ekonomicznego tych włości, dopiero książę Teodor podjął starania by poprawić gospodarczą sytuację swych posiadłości.

Sytuacja zmieniła się, gdy w 1745 roku nowym dziedzicem na Łańcucie został Stanisław Lubomirski. Zwolennik obozu reformatorskiego, piastował wielkie dostojeństwa w państwie, a w dziejach miasta i regionu zapisał się bardzo pozytywnie. Żonaty z Elżbietą z Czartoryskich, zyskał przez małżeństwo wielkie dobra ziemskie. W połączeniu z fortuną Lubomirskiego dało to nowe latyfundium obejmujące dobra ciągnące się od Śląska wzdłuż lewego brzegu Wisły po Warszawę oraz wzdłuż całego Podkarpacia po Ukrainę. Majątek ten liczył 15 miast i 380 wsi. Do dóbr łańcuckich należały wtedy: miasto Łańcut, miasteczko Lubomierz (Żołynia), oraz wsie Dąbrówki, Smolarzyny, Czarna i Kołki, Sonina, Głuchów, Brzóza Stadnicka, Gniewczyna, Rozbórz, Mirocin, Wola Bliższa, Żołynia, Grzęska, Podzwierzyniec, Przedmieście, część Medyni, Zalesie, Chałupki oraz Dębina, Budy i Wola Dalsza. Białobrzegi wchodziły w tym czasie znowu w skład klucza przeworskiego. Korniaktów należał do majętności albigowskiej. Pod rządami Lubomirskich posiadłości rozwijały się ekonomicznie a przebudowany zamek łańcucki był miejscem intensywnego życia artystycznego i towarzyskiego. Po śmierci męża w 1783 roku całość dóbr przeszła na Elżbietę.

Stulecie między połową XVII i XVIII wieku było jednym z najtrudniejszych okresów dla tych stron. Liczne wojny i klęski elementarne przyniosły im zniszczenie i upadek gospodarczy. Największe spustoszenia czyniły najazdy tatarskie, pozostawiając po sobie zgliszcza utrwalone w nazwach wsi (Gorliczyna, Opaleniska). Powtarzały się one od wieków, m.in. w latach: 1240,1502,1513. Tragiczny dla okolicy okazał się najazd z czerwca 1624 roku. Kantymir Murza na czele 5-tysięcznej ordy najechał ziemię przemyską. Tatarzy rozłożyli kosz (obóz) pod Medyką i stąd rozsyłali zagony paląc i rabując okolicę. Dotarli aż pod Rzeszów, gdzie kasztelan Mikołaj Spytek Ligęza odparł ich atak. Z pobliskich wsi obroniły się tylko Nowosielce, w których obronę zorganizował wójt Michał Pyrz. W Kosinie mieszkańcy wraz z plebanem W. Jaklewiczem schronili się w starym, zbudowanym jeszcze w 1409 roku kościele i zginęli w płomieniach. Kościół w Markowej ocalał broniony przez grupę chłopów, ale w jasyr dostało się wówczas 900 ludzi. W Żołyni spłonęła wtedy większość zabudowań wraz ze wzniesionym dwa lata wcześniej kościołem, 1/5 mieszkańców najeźdźcy wymordowali lub wzięli w jasyr. W Smolarzynach ludność ukryła się w lesie, o czym opowiada miejscowa tradycja. W relacji kasztelana Ligęzy w grodzie sandomierskim zapisanej czytamy: " popalieli mnie wsi wszytkie, popalieli kościoły i dwory w popiół obrócieli, urzenniki pobrali i jmci pana Opalińskiego Łukasza marszałka koronnego ludzi wielkość pobrali. Bo bydła nie brali, tylko ludzie, a drugich w pień ścinali, a konie brali". Wydarzenia te na długo zapadły w pamięć ludzi. W Nowosielcach do dzisiaj przetrwała o nich opowieść. Gdy mieszkańcy dowiedzieli się o niebezpieczeństwie, wysłali kobiety, dzieci i dobytek w lasy leżące na pograniczu dzisiejszych Bud i Korniaktowa. Sami szykowali się do obrony. Budynkiem najlepiej nadającym się do tego celu był kościół. Ściany i dach pokryto grubą warstwą gliny, by uchronić drewno przed ogniem. Zaopatrzeni w żywność, wodę i broń zamknęli się wewnątrz. Tatarzy widząc tak umocniony kościół, spodziewali się bogatych łupów. Odesłali konie na rozległe łąki na południe od wsi i przystąpili do oblężenia. Obrońcy wykorzystali doświadczenia jednego z młodzieńców, Jaśka, który podczas pobytu w niewoli tatarskiej był pasterzem koni i poznał tatarskie sztuczki. Przekradł się przez linię oblegających, dotarł do stada koni i odpowiednimi sygnałami uprowadził je w lasy. Następnie zebrał ukrywających się w lasach mieszkańców pobliskich miejscowości i na ich czele ruszył na odsiecz. Tatarzy pozbawieni wierzchowców, zaatakowani z dwóch stron, rażeni ogniem z " puszek" artylerzysty Dudka, poszli w rozsypkę. Wielu zginęło, wielu chłopi wzięli do niewoli. Ci ostatni obrabiali chłopskie pola, gdy gospodarze musieli odrabiać pańszczyznę. Niektórzy z nich pozostali w okolicznych wsiach, dając początek rodzinom o nazwiskach Leja, Baj.

Kolejny najazd, nagły i niezwykle dotkliwy w skutkach, spadł na te tereny w 1672 roku. Po upadku Kamieńca, co Sienkiewicz opisuje w " Panu Wołodyjowskim", ruszyły czambuły tatarskie obejmując pożogą ziemie aż po Biecz. Niemal wszystkie miejscowości na tym terenie poniosły ogromne straty w wyniku rabunków, mordów i płomieni. O dokonanych wtedy w okolicy spustoszeniach najlepiej świadczą liczby: w Żołyni pozostało tylko 40 domów (w 1663 roku – 80), w Rakszawie 15 (90), w Grzęsce 16, Kosinie 18. Znacznie ucierpiał też Łańcut. Okolica powoli się odbudowywała i dopiero pod koniec wieku Białobrzegi liczyły 15 domów, Wola Dalsza 30.

Następnym nieszczęściem, które dotknęło ten obszar były wydarzenia związane z niepokojami na Ukrainie. W 1648 roku przekształciły się one w kozackie powstanie dowodzone przez Bohdana Chmielnickiego. Walki szybko ogarnęły ogromne przestrzenie Polski. Armie koronne skapitulowały pod Korsuniem i Piławcami. Jesienią 1648 roku Chmielnicki z ordą Tuhaj-beja wyprawił się na Lwów i Zamość. Zagony kozackie i tatarskie pojawiły się nad Sanem i Wisłokiem. Kanclerz litewski Albrycht Stanisław Radziwiłł zapisał w swym pamiętniku: " donieśli o łupiestwach Kozaków koło Brześcia Litewskiego i Tatarów bezkarnie grasujących koło Leżajska". Z okresem tym wiążą się położone na pograniczu Bud Łańcuckich i Opalenisk umocnienia, znane w okolicy jako " Wały Chmielnickiego".

W 1655 roku rozpoczął się najazd szwedzki nazywany "potopem". Po kapitulacji wojsk i przy poddańczej postawie magnaterii armia Karola Gustawa w ciągu niespełna trzech miesięcy zajęła Rzeczpospolitą. Najazd nie ominął posiadłości Lubomirskiego. Szwedzi złupili Wiśnicz, Łańcut uniknął tego losu, ale wsie okoliczne wiele ucierpiały. Współczesny wydarzeniom pisarz, Samuel Twardowski tak opisywał panoszenie się Szwedów w Polsce: "Żołnierze dopuszczali się rozbojów i trudno się było pokazać na ulicy, bo przypadł żołnierz i jeśli żywota darował, przynajmniej do stopy zrewidował i odarł do koszuli. I w domu nikt nie był bezpieczny, bo go Szwedzi naszli, złupili, lub dopóty męczyli aresztem, aż się okupił". W tej sytuacji pokrzywdzeni chronili się w lasach, a gdy nadarzyła się okazja gotowi byli do odwetu. Gotowość tę wykorzystywał Czarniecki organizując oddziały partyzanckie. Obrona Częstochowy podtrzymywała ducha oporu. W połowie stycznia 1656 roku do Łańcuta przybył Jan Kazimierz. Jerzy Lubomirski był pierwszym magnatem polskim witającym powracającego ze Śląska monarchę, co Henryk Sienkiewicz opisał w "Potopie". W Łańcucie nastąpiło pojednanie z królem, tu potwierdzono konfederację tyszowiecką, wzywającą do walki ze Szwedami, tu także Jan Kazimierz powierzył dowództwo wojsk koronnych Czarnieckiemu. W końcu stycznia Jan Kazimierz udał się do Lwowa, Czarniecki z kilkoma chorągwiami ruszył pod Baranów. W lutym król szwedzki skierował armię na Lwów. Obrona Zamościa pokrzyżowała jego plany, więc skierował się na Jarosław i Przemyśl by w zasobnych jeszcze miastach zapewnić żołnierzom odpoczynek po trudach zimowego marszu. Lubomirski tymczasem werbował ludzi w Łańcucie i okolicy, obsadzał chłopami przejścia przez San. Mimo to generał Aschenberg wszedł do miasta. Siły Lubomirskiego, który usiłował bronić miasta okazały się za słabe i musiał przed nieprzyjacielem uchodzić. Połączył się z oddziałami Czarnieckiego, wzywał chłopów do walki obiecując zwolnienie z pańszczyzny, organizował oddziały partyzanckie. W tej sytuacji Karol Gustaw, zagrożony odcięciem od reszty wojsk 23 marca 1656 roku ruszył z Jarosławia, przez Przeworsk, Leżajsk w kierunku Sandomierza. Niełatwy był to odwrót. Już 24 marca Czarniecki zaatakował ich pod Przeworskiem. By przyspieszyć marsz Szwedzi spalili tu wozy z bagażem. Spod Przeworska ruszyli do Tryńczy, stąd do Leżajska. Cały czas niepokoiły ich chorągwie Czarnieckiego i oddziały chłopskie. Lubomirski w tym czasie obległ Sandomierz znajdujący się w rękach Szwedów. Gdy armia szwedzka dotarła pod miasto, znalazła się w trudnej sytuacji – wezbrane wody Wisły i Sanu uniemożliwiały przeprawę a od południa podchodziła jazda Czarnieckiego. Mimo wielkich trudności udało się Szwedom wyjść z potrzasku 5 kwietnia. Tak zakończyły się działania wojenne w naszych stronach, dalsze walki toczyły się w innych okolicach kraju. Po walkach tych pozostały liczne pamiątki w postaci okopów i umocnień np. w Kosinie.

Po wycofaniu Szwedów na ziemie te wtargnął Jerzy Rakoczy. Wprawdzie zamku łańcuckiego nie zdobył, ale spalił miasto i spustoszył okolicę.

W tych trudnych i ciężkich latach miała ta okolica i chwile radosne. Jesienią 1683 roku dwukrotnie gościł tu król Jan III Sobieski. Z jego pobytem podczas wyprawy na Wiedeń wiąże się przechowana w miejscowej tradycji opowieść o jego odpoczynku pod sosną do dzisiaj zwaną " Sosną Sobieskiego". Wracając spod Wiednia, opromieniony sławą zwycięzcy Turków, także gościł w zamku Lubomirskich w Łańcucie. Stąd udał się król do Leżajska, Niska i Sandomierza, więc z pewnością przejeżdżał przez ziemię białobrzeską. Z wydarzeniami, których bohaterem był Jan III wiąże się także inna tradycja, mianowicie zwyczaj organizowania straży grobowych w okresie wielkanocnym, tzw. "Turków".

Lata następne, przełom XVII i XVIII wieku, to nowa fala wojen i zniszczeń. Pochody armii, najpierw Magnusa Stenbocka, potem Augusta II łupiły miasta i wioski, rekwirowały żywność, niszczyły i tratowały pola uprawne. Za wojskiem szły głód i epidemie dziesiątkujące ludność. Kolejni Lubomirscy nie byli też dobrymi gospodarzami, częściej przebywali w pałacu ujazdowskim, niż w Łańcucie.

Oprócz nieszczęść spowodowanych przez ludzi częste były także klęski naturalnego pochodzenia – ulewne deszcze, powodzie, gradobicia, szarańcza i zarazy. Wyjątkowy pod tym względem były lata 1712-1713. Ulewne deszcze spowodowały kilkakrotne wylewy Wisłoka, grad zniszczył uprawy a cholera wyludniła okolicę. Dopełnieniem klęsk była szarańcza. Nadlatując od południowego - wschodu, ze stepów nadczarnomorskich, pojawiała się na ziemiach polskich w XVI i XVII wieku wielokrotnie. Ten nalot był szczególnie dotkliwy. Owady grubą warstwą pokryły ziemię na ogromnym obszarze, zjadając wszystko, co tylko nadawało się do zjedzenia. Ofiarą padły zasiewy i łąki, co uniemożliwiło zebranie paszy dla zwierząt. Dlatego zimą i wczesną wiosną w wielu wsiach trzeba było rozbierać strzechy by zwierzęta mogły przetrwać. Wiosną 1713 roku okoliczne wsie przedstawiały przerażający widok.

Ten burzliwy i krwawy okres przyniósł jednak tym ziemiom także i rozwój. Spowodowała go nadzwyczajna koniunktura na polskie zboże, drewno i inne towary na rynkach Europy Zachodniej. Szlachta, dążąc do maksymalizacji zysków, zakładała nowe wsie, w już istniejących zakładała folwarki. Podobnie było i w posiadłościach łańcuckich. W tym okresie, pod koniec XVI wieku powstały pozostałe wsie gminy: Dębina, Korniaktów i Budy Łańcuckie oraz sąsiednie np. Rakszawa, Smolarzyny. Rakszawa po raz pierwszy pojawia się w roku 1584 pod nazwą Raxawa jako osada, w której odbywa się wytop żelaza. Smolarzyny spotyka się w 1578 roku. Były leśną osadą o charakterze służebnym. Jej mieszkańcy zajmowali się wytwarzaniem smoły używanej jako źródło światła i materiał uszczelniający w szkutnictwie, czyli budowie statków.

Nazwa Dębiny bez wątpliwości pochodzi od dębów licznie porastających wówczas te tereny. W okolicy podobne nazwy są częste np. Dąbrówki, Dębnik, Dębów. W źródłach pojawia się po raz pierwszy w 1584 roku pod nazwą Wola Piechowa. Nazwą tą określono wówczas dwie osady – Dębinę i Wolę Dalszą. Świadczy to, że Dębina była efektem kolonizacyjnej działalności mieszkańców Woli i przeniesienia ich osadnictwa na tereny na prawym brzegu Wisłoka. W latach późniejszych wieś była związana z kluczem łańcuckim, często pojawia się w inwentarzach w jego składzie.

Korniaktów to typowa nazwa patronimiczna, pochodząca od nazwiska właściciela. Korniaktowie, ród kupców greckich z wyspy Krety, doszedł pod koniec panowania Zygmunta Augusta do dużego znaczenia i skupił w swoich rękach pokaźną fortunę. Założyciel rodu, Konstanty osiadł w Polsce około połowy XVI wieku. Zajmował się handlem bawełną i małmazją ( słodkim winem), był także generalnym dzierżawcą ceł ruskich. Osiągnąwszy majątek, pożyczał pieniądze szlachcie a nawet królowi Zygmuntowi Augustowi. Pod koniec panowania tego władcy, 15 lutego 1571 roku uzyskał indygenat - przyznanie szlachectwa. Przyjęty do herbu Krucin – zwanego także Korwinem lub Krukiem - rozpoczął gromadzenie nieruchomości. W krótkim czasie stał się posiadaczem pokaźnej fortuny obejmującej liczne dobra w ziemi lwowskiej i przemyskiej. W tej ostatniej posiadał między innymi Sośnicę, Złoczów, Białoboki, Albigową. W 1584 roku przejął Białobrzegi, Wolę Świętosławską i Smolarzyny jako zastaw długów Pileckich.

Od roku 1586 nowym właścicielem dóbr łańcuckich i zarazem sąsiadem Korniaktów stał się Stanisław Stadnicki. Nabywając dobra od Pileckich, przejął także ich długi, zabezpieczone na tych posiadłościach. Ponadto sam pożyczył od Korniakta pokaźną sumę. Ponieważ żadnego z długów nie oddał, w 1599 roku podpisano ugodę, na mocy której Korniakt przejął dobra krzemienieckie z Czarną i Głuchów. W Głuchowie Korniakt wzniósł bogatą rezydencję, w której, według dawnych opisów, była sala wspaniała z sufitem zdobionym 1500 większych i 1000 mniejszych róż złocistych, za które zapłacono 12000 zł - sumę równoważną niejednej fortunie szlacheckiej. W Białobokach zbudował murowany obronny zamek, w Sośnicy dwór warowny. Do dzisiaj zachowały się tylko ruiny zamku białobockiego. Kiedyś był wspaniałą budowlą. Jego wyłożone białym alabastrem mury, z daleka widoczne, dały początek nazwie wsi. Osiadłszy na tych ziemiach Korniaktowie rozpoczęli ich zagospodarowywanie. Szczególnie intensywnie rozwijali tkactwo, tworząc w osadach wiejskie cechy tkackie.

Obejmując ziemie w okolicy Łańcuta zastali w nich Korniaktowie zagospodarowane wsie łanowe i małe, zagubione w lasach osady. Jedną z nich były leżące na wschód od Białobrzegów Mikulice. Była to stara osada o początku sięgającym ruskich jeszcze czasów. Jej nazwa pochodzi od ruskiego Mikulicz – syn Mikołaja (Mikoły). Położona na piaszczystym pagórze otoczonym trudnymi do przebycia bagnami, wyznaczała granicę między posiadłościami Korniaktów a włością przeworską Ostrogskich. Mieszkańcy Mikulic zajmowali się wyrabianiem drewnianych wozów, korzystając z obficie rosnącej na obrzeżach bagien jedliny. Wytwórców tych wozów zwano kołodziejami. Innym zajęciem mieszkańców osady było tłoczenie oleju z buczyny. Na uwagę zasługuje sama technika tego procesu. W okazałym dębie drążono głęboką dziuplę z dużym otworem. Na jej dnie, po drugiej stronie pnia w małym otworku montowano rurkę, najczęściej z dzikiego bzu. Orzechy bukowe tłuczono w stępie na miazgę, prażono w kadziach a następnie umieszczano w tzw. płatach – workach wyplecionych z końskiego włosia. Później worek z zawartością umieszczano w dziupli i przy użyciu drewnianego tarana wytłaczano olej. Wytwórców oleju nazywano z ruska masłoniami. W pobliżu Mikulic, na południe od osady Korniaktowie założyli nowe osiedle, zaś na północ od niej, na piaszczystym wzniesieniu obronny dworek. W osadzie nazwanej od ich nazwiska Korniaktowem osiedlili pasterzy wołoskich, którzy corocznie z Węgier pojawiali się tu ze swoimi stadami. Nowa osada liczyła tylko 6 chałup, pasterze wiodący koczowniczy tryb życia niechętnie porzucali dawne przyzwyczajenia. Osadnicy ci, nazywani przez mieszkańców sąsiednich wsi Węgrzynami, (co do dzisiaj przetrwało w postaci nazwiska popularnego w Korniaktowie), mieli zajmować się hodowlą. Wokół dworku rozłożyło się obozowisko Tatarów. Ich zadaniem miała być obrona posiadłości leżących w sąsiedztwie Stadnickiego. Tatarzy ci, wolni najemnicy, pochodzący z rodu Ostafa, po zakończeniu wojen i wygaśnięciu rodu swych chlebodawców przeszli na żołd królewski. Dzielnie bronili nowej Ojczyzny, za co otrzymali liczne nadania w okolicach Stanisławowa. Część z nich osiedliła się w nowych posiadłościach, część jednak pozostała w Korniaktowie, dając początek licznej dziś rodzinie Stafiejów. W drugiej połowie jednym z przedstawicieli tego rodu był Jan. Musiał być człowiekiem zamożnym, skoro czterem synom z licznej gromady swych dzieci zapewnił niezwyczajne na tamte czasy wykształcenie. Wojciech został jezuitą, pracował na Węgrzech, potem został prefektem słynnego gimnazjum w Chyrowie. Józef był długie lata proboszczem w Staromieściu. Sebastian, doktor praw, był adwokatem w Krakowie. Czwarty z braci, Władysław, po ukończeniu słynnej szkoły ogrodniczej w Czernihowie, w 1903 roku utworzył w Rzeszowie znany zakład ogrodniczy i rozprowadzał po całej okolicy szlachetne odmiany drzew owocowych.

Konstanty Korniakt, ożeniony z Anną Dzieduszycką, miał dwóch synów: Konstantego i Aleksandra oraz trzy córki: Annę, Zofię i Katarzynę. Córki wydał za przedstawicieli najprzedniejszych rodów Rzeczypospolitej, synom zaś, po swej śmierci w 1603 roku pozostawił ogromny majątek i niebezpiecznego sąsiada - Stadnickiego.

To, co działo się na ziemi łańcuckiej i białobrzeskiej na przełomie XVI i XVII wieku, większość historyków określa jako wydarzenia "przekraczające ludzką wyobraźnię". Stanisław Stadnicki z pewnością zasłużył w pełni na swój przydomek – Diabła Łańcuckiego. Nieustające procesy sądowe, wobec słabości wymiaru sprawiedliwości w dawnej Rzeczypospolitej, nie przynosiły rozstrzygnięć, toteż najczęściej uciekano się do pomocy szabli (a raczej wielu szabel) przy rozstrzyganiu spraw spornych. Pełne wzajemnych okrucieństw, terroryzujące całą okolicę zajazdy, zwykłe rabunki i akty gwałtu stały się codziennością. Stadnicki wadził się z wieloma sąsiadami: Wapowskimi, Ostrogskimi, Drohojowskimi, Ligęzami. Najbardziej zażarte wojny toczył jednak ze starostą leżajskim Łukaszem Opalińskim i Korniaktami.

Wojna z Korniaktami miała przyczyny ekonomiczne. Pochodzący z Krety ród kupiecki dorobił się majątku i często służył szlachcie pożyczkami pod zastaw określonych majątków. W ten sposób zebrali w swoich rękach spore posiadłości. Gorzej bywało z odzyskaniem pożyczonych sum. Korniaktowie domagali się od Stadnickiego zwrotu ogromnej na tamte czasy kwoty 47 tysięcy złotych. Stadnicki ani sum pożyczonych nie oddał, ani dóbr zastawnych spokojnie używać nie pozwolił. Do tego doszedł jeszcze konflikt o cła ustanowione przez Stadnickiego na granicach dóbr albigowskich, obejmujących Albigową, Wysoką, Kraczkową i Soninę a należących do Korniaktów. Protest tych ostatnich spowodował zbrojny najazd na dobra albigowskie. Stadnicki złupił chłopów i folwarki, w 1605 roku spalił Korniaktów i zaatakował Sośnicę – główną posiadłość przeciwnika. Przy szturmie, w którym uczestniczyło osiem chorągwi i artyleria Stadnicki zastosował "jakieś nowo wymyślone petardy do psowania ścian". Sośnica padła, zwycięzca wywiózł do Łańcuta nie tylko wozy pełne łupów, ale i pojmanego Konstantego Korniakta, który 8 tygodni w łańcuckim lochu przesiedział. W 1606 roku Diabeł Łańcucki przeniósł tytuły własności Łańcuta i okolicznych wsi, w tym i tych przekazanych Korniaktom, na swoich synów, Władysława i Zygmunta. Rozbojom i gwałtom nie było jednak końca, nie przerwała ich nawet śmierć Stadnickiego w 1610 roku. Synowie nazywani Diablętami, kontynuowali ojcowskie tradycje. Władysław Łoziński podsumowuje tę sytuację krótko: " Diabła zabito, piekło pozostało". Wojna z Korniaktami rozgorzała na nowo w 1622 roku. Władysław Stadnicki, syn Diabła, po przegraniu czterech procesów musiał im zwrócić za wyrządzone jeszcze przez ojca szkody ponad 200 tysięcy zł. Zamiast przystąpić do zwrotu zasądzonej sumy, najechał wsie Korniakta w kluczu albigowskim. Korniakt począł gromadzić wokół siebie wszystkich przeciwników Władysława, uzyskał nawet interwencję króla, który wysłał wojska kwarciane. Zagrożony, zawarł Stadnicki ugodę, była to jednak tylko gra na zwłokę. W grudniu 1624 roku, na sejmik do Sądowej Wiszni, zjechał z hufcem liczącym 500 ludzi i doprowadził do zamknięcia obrad. Tego już było za wiele nawet tolerującej anarchię szlachcie. Starosta przemyski, Marcin Krasicki, mając za sobą całą przemyską szlachtę, 24 grudnia 1624 roku obległ Łańcut. Stadnicki salwował się ucieczką do klasztoru Bernardynów w Leżajsku, został jednak pojmany i rozstrzelany w Łańcucie.

Konstanty Korniakt (junior), bohater i aktor tych wydarzeń, był ożeniony z Elżbietą z Ossolińskich, córką wojewody sandomierskiego Zbigniewa. Z małżeństwa tego miał dwóch synów: Aleksandra Zbigniewa i Karola Franciszka oraz córkę Annę. Zmarł w 1624 roku, licząc 40 lat. Aleksander Zbigniew Korniakt z małżeństwa z Karnkowską miał córkę Elżbietę. Umarł młodo w 1640 roku. Karol Franciszek ożeniony z Katarzyną Bełżecką miał trzech synów, z których tylko jeden, Antoni, przeżył ojca. Od trzech pokoleń w Polsce, nabrał także typowych cech polskiej szlachty. W Żurawicy utrzymywał prywatną armię, prowadził własne wojny z sąsiadami. Jednak to, co nabroił jako butny magnat, okupił jako mąż rycerski i patriota. W 1648 roku wystawił oddział 200 żołnierzy własnym kosztem, i wysłał go do obozu, a tegoż samego roku, kiedy Kozacy wraz z Tatarami oblegali Przemyśl i usiłowali przerzucić się w okolice leżące poza Sanem, Korniakt na czele swych żołnierzy i uzbrojonych naprędce chłopów, nie tylko nie dopuścił do przeprawy przez rzekę, ale idąc na odsiecz zagrożonemu miastu zmusił ich do odwrotu. Za czyn ten szlachta dwukrotnie dziękowała mu na sejmikach. W 1649 roku walczył pod Zborowem z Chmielnickim i Tatarami na czele własnej chorągwi. Karol zmarł w 1672 roku, wkrótce po nim jego syn i w czwartym pokoleniu ród wygasa. Majętności Korniaktów przeszły w posiadanie innych rodów.

Budy Łańcuckie powstały na przełomie XVI i XVII wieku. Nazwa " budy" oznaczała wówczas prymitywne piece do wypalania węgla drzewnego i potażu. Mieszkańcy położonej wśród lasów osady nie zajmowali się rolnictwem. Ci, którzy nie pracowali przy wypale zajmowali się bartnictwem - hodowali półdzikie pszczoły w drzewnych dziuplach zwanych barciami. Stąd zwano ich bartnikami. Dopiero pod koniec XVII i na początku XVIII wieku rozwinęło się tu rolnictwo, dawne zajęcia stopniowo traciły znaczenie. Pozostały po nich tylko nazwiska ( Bartnik, Porębny), wypalanie węgla i potażu całkiem odeszło w niepamięć.

Białobrzegi mimo burzliwych czasów nadal się rozwijają. Na początku XVI wieku stały się własnością Pileckich, w 1584 roku przejęli je Korniaktowie jako zastaw za długi. Około 1610 roku dostały się Ostrogskim z Przeworska a w 1621 roku stają się własnością Stanisława Lubomirskiego. Akt erekcyjny parafii żołyńskiej z 16 marca 1622 roku przyznaje proboszczowi tamtejszemu dziesięciny z folwarku Białobrzegi. Wieś liczyła wtedy około 150 mieszkańców (na lewej stronie Wisłoka). W połowie XVII wieku dokumenty mówią o dwóch folwarkach białobrzeskich - jednym w majętności przeworskiej i drugim, należącym do majętności łańcuckiej. A zatem już wtedy wieś podzieliła się na część prawo – i lewobrzeżną. Starsza część, lewobrzeżna, powstała w okresie rozwoju upraw, spowodowanej koniunkturą na polskie zboże. Zakładaniu pól sprzyjały tu warunki naturalne: dość żyzne obszary wznoszące się wśród rozlewisk, obecność osad, istnienie dworu. Na prawym brzegu sytuacja wyglądała inaczej. Przeważały tu tereny podmokłe, bagniste, ciągnące się na południe aż do granicy Pogórza. Obszary wyżej wzniesione stanowiły tylko niewielkie enklawy wśród moczarów. Osadnictwo dotarło w ten niedostępny rejon znacznie później. Zaczęło się rozwijać dopiero na przełomie XVI i XVII wieku. Głównym bodźcem stymulującym ten rozwój było rzemiosło. Łańcut należał wówczas do znaczniejszych ośrodków produkcji sukna. Wytwarzano go także w sąsiednich miejscowościach. Ta produkcja rodziła znaczne zapotrzebowanie na wełnę. Tereny prawej strony dzisiejszych Białobrzegów miały dobre warunki do hodowli owiec. Mimo upływu kilkuset lat można jeszcze dziś odnaleźć ślady pierwotnego osadnictwa w tej części wsi. Była ona typową okolnicą, domy otaczały teren pastwiska. W pierwszej połowie XVII wieku gospodarka hodowlana traci znaczenie, rośnie natomiast opłacalność uprawy pszenicy. Na zachód od osady wyznaczono więc pola. Tak powstał folwark, dotychczasowi hodowcy stali się rolnikami. Folwark ten pozbawiony własnego ośrodka administracyjnego w postaci dworu, został podporządkowany zarządcy z lewej strony. Spowodowało to wzrost obciążeń mieszkańców i w konsekwencji ich niezadowolenie. Później wielokrotnie zmieniał właścicieli, wchodząc w skład włości łańcuckiej lub przeworskiej.

W 1730 roku, w wyniku podziałów i dziedziczenia wieś przechodzi na Rzewuskich z Tryńczy. Jednak już w 1799 roku księżna Elżbieta Lubomirska odkupiła je wraz z majętnością przeworską. Około 1809 roku nowymi właścicielami Białobrzegów stali się Kotulińscy.

Czasy ostatnich w Łańcucie Lubomirskich przypadły na trudny okres upadku państwowości polskiej. W drugiej połowie XVIII wieku ich dobra pustoszyły wojska konfederatów barskich i oddziały rosyjskie. Walki w dorzeczu Sanu, Wisłoka i Wisłoki toczyły się do 1771 roku. Obie strony rabowały dobra szlacheckie i miasta, nakładali kontrybucje. Latem 1772 roku do Łańcuta wkroczyły wojska austriackie.

Kalendarz

Maj [2017]

Kalendarz z wydarzeniami
Poniedziałek Poniedziałek Poniedziałek Poniedziałek Poniedziałek Poniedziałek Poniedziałek
01 02 03 04 05 06 07
08 09 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Informacje

Dzisiaj jest: Sobota, 27 Maja 2017
Godzina: 02:37:18
Imieniny: Amandy, Jana i Juliana

Newsletter